Nie odra, nie różyczka, a depresja i zaburzenia psychiczne…

Nie odra, nie różyczka, a depresja i zaburzenia psychiczne stają się największą epidemią dzisiejszych czasów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że problem ten dotyka coraz młodsze dzieci. Cyberprzemoc, zabiegane społeczeństwo, brak odpowiedniej reakcji ze strony szkoły i rodziców, brak systemowych rozwiązań ze strony państwa, itp. przynoszą takie, a nie inne skutki. Dodatkowo ok. 5 mln dorosłych Polaków borykających się na co dzień z depresją. To wszystko daje przerażający obraz przyszłości w naszym kraju.

Nie czekając na najgorsze rozpoczęliśmy na ostatnim posiedzeniu Komisji Edukacji, Sportu i Turystki #PowiatWołomiński działania mające na celu wprowadzenie do szkół powiatowych programów szkoleń dla młodzieży, rodziców i kadry nauczycielskiej dotyczące szeroko rozumianej przemocy, reagowania na tę przemoc, itp. Chcemy również, aby powstał specjalny film, który będzie obowiązkowo wyświetlany w szkołach. Mamy nadzieję, że nasze działania zostaną zrealizowane jak najszybciej, bo każdy zaoszczędzony dzień może uratować zdrowie i życie naszych uczniów, jeśli nie dziś, czy jutro, to z całą pewnością w perspektywie miesięcy, czy lat…

„Coraz więcej dzieci próbuje się zabić. Szpitale psychiatryczne pękają w szwach

Przyjąć dziecko, które chciało zabić się wczoraj i jednocześnie wypisać to, które chciało zrobić to samo tydzień temu i nadal jest w fatalnym stanie? – o dramatycznej sytuacji w szpitalach psychiatrycznych mówi Monika Jaskólska.

Dzieci nie radzą sobie z problemami

Dzieci nie radzą sobie z problemami (123RF)

Z każdym rokiem wzrasta liczba młodych, którzy wymagają leczenia psychiatrycznego. Oddział psychiatryczny w Szpitalu Pediatrycznym w Bielsku-Białej został uruchomiony w połowie listopada 2018 roku i już w ciągu dwóch dni wszystkie miejsca zostały zajęte. Obecnie rodzice starający się o przyjęcie dziecka, muszą czekać w długiej kolejce. – Termin pilny jest na kwiecień, a planowy na czerwiec – informuje nas Agnieszka Pawełko, pielęgniarka pełniąca obowiązki oddziałowej.

O bielskim oddziale jest głośno już od conajmniej dwóch lat. Utworzenie go kosztowało cztery miliony złotych, a Monika Jaskólska – właścicielka firmy odzieżowej i znana działaczka społeczna – w dużej mierze przyczyniła się do zebrania funduszy. Kobieta jest organizatorką kampanii „NIE wypada NIE pomagać„, w ramach której organizowane są aukcje charytatywne, a zysk przekazywany jest właśnie na rzecz tego szpitala.

Monika z całych sił stara się nagłaśniać problem chorych dzieci. To ona zorganizowała słynną akcję „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”, w ramach której przekazano artyście białego Fiata 126 p, a pieniądze zebrane na kupno samochodu trafiły na wyposażenie szpitala. Teraz wystartowała kolejna edycja akcji, a hollywoodzki aktor chce odrestaurować i przekazać na aukcję Syrenkę. – Chętnie przyłączył się do inicjatywy, ponieważ sam kiedyś zmagał się z depresją i rozumie skalę problemu – wyjaśnia Monika Jaskólska w rozmowie z WP Kobieta.

Pacjenci na korytarzach

Liczba dzieci wymagających natychmiastowej pomocy rośnie w ekspresowym tempie, dlatego w wielu szpitalach mali pacjenci są rozlokowywani na korytarzach i śpią na łóżkach polowych. To kiepskie rozwiązanie. – Staramy się nie przyjmować pacjentów na dostawki, ponieważ zależy nam, aby jak najlepiej zaopiekować się tymi dziećmi, a nie tylko położyć je na oddziale psychiatrycznym – wyjaśnia Agnieszka Pawełko. – Leczenie u nas trwa od trzech tygodni do pół roku, dlatego zapewnienie komfortu pacjentom jest ważne – dopowiada.

Oddział psychiatryczny w bielskim szpitalu jest oddziałem zamkniętym, na który trafiają przede wszystkim mali pacjenci z depresją, po próbach samobójczych czy z chorobą dwubiegunową. – Najmłodszy pacjent, którego mieliśmy miał 9 lat – opowiada pielęgniarka.

Leczenie dzieci zmagających się z zaburzeniami psychicznymi nie jest łatwe. – Istota choroby jest taka, że my możemy ją zaleczyć i zabezpieczyć dziecko, ale nigdy nie będziemy w stanie wyleczyć całkowicie. Możemy jedynie nauczyć pacjentów, jak funkcjonować w społeczeństwie – tłumaczy pielęgniarka, która jednocześnie ubolewa, że szpital nie jest w stanie przyjąć więcej pacjentów.

Zrozpaczeni rodzice

Również Monika Jaskólska przytłoczona jest skalą problemu. – Nie umiem przejść obojętnie wobec takich historii. Ja nie jestem lekarzem, nie zostałam przeszkolona pod kątem tego, jak dystansować się od problemów chorych dzieci, dlatego bardzo emocjonalnie odbieram każdą wizytę w szpitalu i zawsze wychodzę stamtąd ze łzami w oczach – zdradza Jaskólska. – Pamiętam, jak pewnego dnia rozmawiałam z sympatycznym chłopcem, a gdy przyszłam do szpitala następnego dnia, to był zamknięty w izolatce i zapięty pasami. Dostał tak silnego napadu agresji, że trzy dorosłe osoby nie mogły sobie z nim poradzić – mówi Jaskólska.

Chociaż Jaskólska nie jest pracownikiem szpitala, codziennie zgłaszają się do niej rodzice chorych dzieci. – Dostaję po kilkadziesiąt wiadomości każdego dnia. W wielu z nich matki błagają mnie, abym pomogła w przyjęciu ich dziecka na oddział, bo mówiło, że się zabije – przyznaje kobieta. – W święta dostałam wiadomość od kobiety, której nastoletni syn zapowiedział, że popełni samobójstwo w wigilię. No i co ta kobieta ma zrobić? W szpitalu są pozajmowane wszystkie miejsca na trzy miesiące w przód. Jedynie co mogłam poradzić, to wezwać karetkę, bo w takiej sytuacji ratownicy muszą zająć się chorym – wyjaśnia.

Kobieta chciałaby pomóc każdemu dziecku, ale nie może. – Nie poszerzę pomieszczeń, ani tez nie mam mocy sprawczej, żeby móc zdecydować kogo przyjąć – wyjaśnia. – Poza tym, to byłyby niewyobrażalne dylematy. Przyjąć dziecko, które chciało zabić się wczoraj i jednocześnie wypisać to, które chciało zrobić to samo tydzień temu i nadal jest w fatalnym stanie? – zastanawia się ze smutkiem w głosie.REKLAMA

Jaskólska zwraca uwagę na fakt, który w dużym stopniu utrudnia leczenie. – Temat chorób psychicznych wśród dzieci jest ciągle napiętnowany w społeczeństwie. Krytykującymi są przede wszystkim osoby, które nie zdają sobie sprawy, że choroba może dopaść prawie każdego i trzeba ją leczyć – wyjaśnia działaczka. To m.in. z tego powodu rodzice zbyt późno dostrzegają, że z dzieckiem dzieje się coś złego.

Ponadto młodzież często nie ma gdzie zwrócić się ze swoimi problemami. – Tylko 50 proc. szkół w Polsce ma pedagoga. Dzieci nie zawsze są chętne do zwierzania się nauczycielowi czy kolegom, dlatego tak ważne jest, żeby na co dzień miały dostęp do specjalisty – zauważa Monika Jaskólska.

Z policyjnych statystyk wynika, że dynamiczne rośnie liczba prób samobójczych podejmowanych przez dzieci i młodzież. W 2017 roku na drastyczny krok zdecydowało się 730 młodych Polaków. Ponadto raport „Dzieci się liczą 2017” opublikowany przez fundację Dajmy Dzieciom Siłę, mówi, że Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem samobójstw nieletnich. W tym niechlubnym zestawieniu prześcignęli nas jedynie Niemcy.

Obserwować i rozmawiać

Zdaniem psychologa Katarzyny Kucewicz, sygnałem, który powinien wzbudzić czujność rodziców jest każda duża zmiana zachowania. – Pierwsze symptomy ostrzegawcze różnego rodzaju zaburzeń psychicznych ujawniają się poprzez objawy wegetatywne, czyli takie, które widać na podstawie zmiany zachowania i nawyków życiowych. Jeśli dziecko, które nigdy nie chodziło wcześnie spać, nagle zaczyna kłaść się do łóżka o 19, albo zaczyna o wiele więcej lub mniej jeść, to należy lepiej mu się przyjrzeć – wylicza ekspertka.

Jeśli rodzic zauważy, że z dzieckiem dzieje się coś złego, duże znaczenie ma pierwsza rozmowa. – Pamiętajmy, żeby nie krytykować i unikać przesadnego dopytywania czy szpiegowania – podkreśla Kucewicz. – Trzeba w spokojny i wyważony sposób wyrazić swoje zaniepokojenie, tym co się dzieje i wysłuchać. Z moich obserwacji wynika, że największym problemem nie jest to, że dzieci nie chcą mówić tylko, że rodzice nie chcą słuchać – mówi psycholog.”

Źródło: https://kobieta.wp.pl/coraz-wiecej-dzieci-probuje-sie-zabic-szpitale-psychiatryczne-pekaja-w-szwach-6336338495567489a